Oszukać przeznaczenie – czyli jak uciec z przemocy i spełnić swoje marzenia?
Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem urodzonym przedwcześnie, z trudnościami
rozwojowymi. Nie rozróżniasz kierunków, nie rozumiesz prostych poleceń, nie potrafisz
nauczyć się czytać. Gdy masz 7 lat, wciąż się tego uczysz, a najbliżsi nazywają cię
„upośledzonym”. Każdy dzień to stres: boisz się wyśmiewania w domu i krzyków Pani w
przedszkolu.
W końcu uczysz się czytać, ale do szkoły idziesz później. Tam okazuje się, że mylisz litery i cyfry, przestawiasz znaki – szczególnie pod wpływem stresu. Szkoła kieruje cię nadiagnostykę do poradni psychologicznej, jednak pierwsza wizyta w poradni jest ostatnią.
Mama reaguje agresją, trzaska drzwiami i zaprzecza jakimkolwiek trudnościom, mówiąc: “nie będziecie z mojego dziecka robić p***tego”. Od tej pory jej przemoc z każdym dniem narasta. Bierze sobie za cel „unormalnienie” dziecka, które w jej oczach jest tylko leniwe, słabe i pełne fanaberii. Każda potrzeba, emocja czy błąd stają się pretekstem do kary.
Wszystko jest kontrolowane, zapisywane i analizowane.
Dopiero po latach dowiesz się, że mama zostanie zdiagnozowana pod kątem zaburzeń osobowości. Jako dziecko tego nie rozumiesz. Twoim jedynym celem staje się: „żeby tylko nie denerwować mamy”, zasłużyć na odrobinę miłości z jej strony, być coraz lepszym – może wtedy się zmieni.”
W domu jest też ojciec z ADHD i zespołem Tourette’a, który nie wytrzymuje presji i popada w chorobę alkoholową. Żyjesz w izolacji. Mama nie pozwala ci mieć znajomych, wmawia, że świat jest zły. W szkole jesteś „dziwadłem”, popychadłem, a w domu od mamy słyszysz, że sama jesteś sobie winna “gdybyś nie była tak po**na to nikt by Ci krzywdy nie robił”. „Normalność” według mamy to dominacja, manipulacja i wykorzystywanie innych. Dobro i empatię oraz pomoc innym uznaje za słabość. Zmusza cię do kłamstw, przekraczania granic, a w wieku nastoletnim – do przestępstw. Ty, mimo że opierasz się temu, o co cię prosi – wciąż próbujesz wierzyć w jej dobre intencje, choć twoja psychika wysyła sygnały alarmowe. Nie masz dostępu do informacji, internetu, pomocy, w domu nie ma komputera – mimo że to czasy dobrej dostępności technologicznej. Pomału godzisz się z myślą, że nigdy się nie uwolnisz.
Pewnej zimy jednak w momencie, gdy ledwo kończysz 18 lat, twój instynkt zwycięża. Nie myślisz, nie analizujesz, po prostu wchodzisz do domu – zastajesz mamę w szale, takim, jaki doskonale znasz od lat – wyzwiska, groźby, obelgi, krzyki – niby nic nowego. Jednak to jest ten moment, kiedy jakiś impuls w głowie każe ci uciekać gdziekolwiek. Bierzesz pod rękę kilka najważniejszych rzeczy, stare 20 zł i nie patrząc na szalony wzrok mamy, po prostu uciekasz i jeszcze dłuższy czas biegniesz przed siebie, nie patrząc gdzie, z oczu same płyną ci łzy. Jesteś całkowicie sam na świecie, zagubiony, przerażony z wizją że świat i ludzie są źli, a teraz Ty jesteś późnym wieczorem w centrum miasta z dwoma torbami i nie wiesz co dalej.
Wiesz, że te drzwi zamknęły się na zawsze.

Ta historia jest prawdziwa. I niejedyna. Osoby z takim startem w dorosłość często są stracone dla systemu – bez dzieciństwa i młodości. Minęło 11 lat od tamtych wydarzeń. Ojciec nie żyje, a z mamą nie mam kontaktu.
W takie osoby jak ja mało kto wierzy, nie ma wsparcia i zrozumienia. Trudno jest żyć z myślą, że jest się najgorszym z najgorszych (tu wstaw najgorsze epitety).
Kiedy uciekłam z domu, okazało się, że jednak świat wcale nie jest aż tak zły. Trafiłam na swojej drodze osoby, które wtedy mi bardzo pomogły stanąć na nogi. To były dla mnie obce osoby – jedna znajoma ze szkoły, jej znajomi obcy dla mnie i potem ośrodek interwencyjny, na który dostałam namiary. Potem zaczęłam już samodzielne życie w Krakowie. Znalazłam pierwszą, lepszą pracę w gastronomii, wynajęłam sobie pokój, a potem znalazłam lepszą pracę, wynajęłam kawalerkę. Długo uczyłam się życia, świata, nawiązywania więzi. Zmagałam się z ogromnym cierpieniem psychicznym, koszmarami sennymi. Przez długie lata żyłam w ubóstwie, nie starczało mi na jedzenie, opłacenie sobie leków, pracowałam w ciężkich pracach fizycznie. Jednak nigdy nie przestałam marzyć o lepszym świecie i życiu dla siebie. Z zachwytem podziwiałam inne osoby, które się rozwijają naukowo, które działają. Trochę im zazdrościłam tej możliwości – studiowania, rozwoju, rodziny i normalnego życia. Długo nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie satysfakcjonowała mnie ciężka praca fizycznie tylko po to, żeby całą wypłatę wydać na opłaty. Czułam, że to nie dla mnie, nie widziałam w tym sensu. Zatem za kolejny cel postawiłam sobie pomoc innym. Pomyślałam sobie, że na pewno nie jestem sama po takich przeżyciach, tylko jak dotrzeć do podobnych osób? I to był kolejny impuls, który dał mi przepustkę do lepszego życia i świata. W 2022 roku założyłam stronę “Neuroatypowa“. Miała być autoterapią, a stała się przestrzenią wsparcia.

Założyłam też grupę na Facebooku dla osób zmagających się z traumą – wtedy to była pierwsza taka grupa w Polsce. Szybko okazało się, że takich osób jak ja jest o wiele więcej. Moja strona szybko zyskała nowych obserwatorów. Po raz pierwszy od dawna czułam, że robię coś ważnego. Między czasie zrobiłam masę kursów rozwojowych, a nie mogąc iść na studia z powodu finansów, skończyłam technika farmaceutycznego. Zaczęłam próbować różnych zajęć i szukać swojej drogi. Zaczęłam też terapię. Na terapii powrócił temat mojej inności – ponownie padło podejrzenie spektrum autyzmu. Uzbierałam w końcu środki na diagnozę i potwierdzono, że jestem neuroatypowa. Wtedy też zaczęłam szukać społeczności osób podobnych do siebie. Okazało się, że takich osób jest mnóstwo i co ciekawe, że przy nich mogę być sobą i czuć się akceptowana. Między czasie cały czas rozwijałam swoją stronę. Postanowiłam pisać nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich skrzywdzonych i zranionych dusz. I to okazało się moim wybawieniem, spełnieniem oraz odpowiedzią na moje pytanie “jak dotrzeć do ludzi takich jak ja?”. Wykorzystałam internet jako przepustkę do lepszego życia.

Aktualnie moja strona ma dziesiątki tysięcy obserwujących. Tworzę autorskie warsztaty dla dzieci ze szkół w całej Polsce, gdzie z uważnością rozmawiam z dziećmi na temat inności, neuroróżnorodności, radzenia sobie z trudnościami. Jestem zapraszana do niesamowitych współprac w TV, mediach czy różnych projektach naukowych. Tworzę mnóstwo swoich inicjatyw, kampanii społecznych – w tym tych, poświęconych pomocy takim osobom jak ja – krzywdzonych przez najbliższych. Spełniam swoje marzenia, o jakich jeszcze 11 lat temu nawet nie śniłam. Poznaje mnóstwo osób, nowych miejsc, doświadczam, spełniam swoje misje, rozwijam zainteresowania. Nadrabiam teraz to – co mnie ominęło, nawet oglądanie bajki w spokoju mnie cieszy. Znalazłam też pracę w bankowości – gdyby nie znajomy, który namówił mnie do złożenia tam cv, nigdy bym się na to nie odważyła, bo zawsze myślałam, że nie nadaje się do ambitniejszych prac, zwłaszcza nie takich, gdzie jest dużo analiz, liczenia i ryzyka. Mimo jednak masy przykrych słów, które znałam z przeszłości, okazało się, że nie tylko się nadaje, ale podobno naprawdę mam jakieś talenty. Codziennie dostaję masę wiadomości od fanów tak pięknych i czułych, że śmiało mogę powiedzieć, że ktoś mi wynagradza całe doświadczone kiedyś zło.
Nie wiadomo co spowodowało, że jednak nie poddałam się presji otoczenia, które ciągnęło mnie w dół. Wychodzi na to, że to jakieś uwarunkowania genetyczne mi w tym pomogły, może to jednak adhd i autyzm, które jednak często idą pod prąd, a może jeszcze coś, o czym nie wiem.
Jedno jest pewne – moja historia pokazuje, że w każdym człowieku da się dostrzec potencjał. Gdybym nie zdecydowała się na ucieczkę, prawdopodobnie nigdy bym siebie nie poznała z tej “lepszej strony” i świat do dzisiaj by znał mnie jako “nieudacznika, który niczego nie potrafi i żyje w patologii”.
I takich osób poznaje coraz więcej i staram się je wspierać w wychodzeniu na prostą. System wciąż zawodzi osoby neuroróżnorodne i dzieci z domów przemocowych. Zamiast wsparcia – jest ocena i wykluczenie.

Wiele osób postrzega osoby mojego pokroju jako gorsze, głupie, patologiczne – każe tym dzieciom “z dobrych domów” unikać takich jak ja. Wiem to – bo słyszałam coś takiego. Tworzymy sami sobie podziały, zamiast swoje przywileje wykorzystywać mądrze do wspierania innych, zamiast dominowania nad nimi. Być może jestem nie z tego świata, bo nie lubię okazywania wyższości, dominacji, kłamstwa i kombinacji. Mój świat jest prosty, wyraża się wprost, nie powtarza po innych bezmyślnie informacji. Kiedy mama chciała ze mnie uczynić kogoś na swój wzór, cierpiałam, bo robiłam wszystko zupełnie wbrew sobie. Nie rozumiałam tego, przez co stawiałam opór. Ktoś nazwie to zaburzeniami opozycyjno – buntowniczymi, a ja to nazywam moim systemem przetrwania – gdyby nie ten opór i chęć zmiany swojego życia, być może moją diagnozą byłoby ASPD (Antyspołeczne zaburzenia osobowości) szczera nienawiść do ludzkości. Być może znalazłabym się dawno w zakładzie karnym. Jak widać – wszystko jest zależne od tego, jaką przyjmiemy perspektywę. Dla mojej mamy jestem nieudacznikiem i niewdzięczną córką, która ją zostawiła i która daje sobie innym wchodzić na głowę. Dla innych jednak jestem inspiracją, osobą, która mimo trudności nie zrezygnowała ze swoich wartości i odcięła się od niebezpiecznego środowiska. Być może też wrodzona empatia i wrażliwość po ojcu mi pomogły nie stać się najgorszym człowiekiem. Mimo wszystko jednak wierzę w dobrą część mojej mamy i choć wiem, że już nigdy się nie spotkamy ani z nią, ani z tatą to nie czuje złości, ani nienawiści. Czuje ból rodziców, którzy nie poradzili sobie z własnymi demonami. Nie oceniam takich ludzi. Staram się im wszystkim niezależnie od tego, czy stosują przemoc, czy jej doświadczają – pokazać różne perspektywy i możliwości postępowania bez oceniania – bo każdy zarówno ja i Ty możemy znaleźć się po obu stronach i ważne jest, aby potrafić z tego wyciągać wnioski i w porę się uratować.
Dlatego kimkolwiek jesteś osobą, która czyta ten tekst – wierzę, że również Ty każdą swoją trudność, słabość możesz przekuć w super moc – potrzebujesz jedynie spróbować znaleźć dla siebie odpowiednie warunki do bezpiecznego rozwoju i rozwijania swojego potencjału w atmosferze akceptacji oraz zrozumienia dla Twoich potrzeb. Nie dajesz sobie z czymś rady? To wszystko jest w porządku, normalne, ludzkie i potrzebne Tobie do pracy nad sobą i szukania nowych dróg oraz rozwiązań. Czasy wojen pokazały nam, że my jako ludzie potrafimy przetrwać najgorsze rzeczy i wyjść z nich zwycięsko. Najważniejsze co nas ratuje to poczucie sensu, misji i marzenia. Zatem nie przestawaj marzyć i miej w tym jak najwięcej dziecięcej naiwności. Nie porównuj się do innych, nie oceniaj z góry. Każdy jest inny, ma inne doświadczenia i pisze swoją, osobistą historię.
Moją już znasz, a jaka jest Twoja?

